Czy wiesz, jak odkryto witaminę B5?

Witamina B5
Inne nazwy – kwas pantotenowy, Bios II, czynnik przesączalny.
Zwana nieformalniewszechobecnym antystresowcem.
I jak zwykle na początek trochę historii. Badania nad witaminami sięgają niejednokrotnie poza umowną granicę czasową od której liczymy historię witamin. Tą cezurą czasową jest rok 1911 – data w której użyto po raz pierwszy określenia „witamina”. (K.Funk). Nie znaczy to jednak przecież iż przed Funkiem nie było witamin!

Tak rzecz się ma z biotyną, inozytolem i kwasem pantotenowym – naszym aktualnym bohaterem.
Owo tedy, historia badań nad kwasem pantotenowym zaczyna się aż od L. Pasteura i roku 1853 – a więc na grubo przed odkryciami Funka.
Przypomnijmy, że badania Pasteura zostały zapoczątkowane przez mocno zaniepokojonych francuskich winiarzy… Cóż ich tak zatem niepokoiło?
No, a cóż może zaniepokoić winiarzy? Oczywiście że nie jakaś głupia polityczna sprawa (z taką by sobie poradzili!) ale rzecz jak najbardziej poważna trudna – kłopoty we własnej branży.. no bo proszę sobie wyobrazić – mamy piękne lato, odpowiednią ilość opadów, udane zbiory i … wino z niejasnych i zupełnie niepojętych powodów…. kwaśnieje!

Zrozumiałym jest rozgoryczenie osobnika, któremu skwaśnieje butelka ulubionego winka którą chciał sobie poprawić nastrój, zrozumiała jest – jako żywo – desperacja w którą wpadnie takiż osobnik, któremu skwasi się gąsiorek takiego napitku, ale już gdy taki stan grozi wieluset litrom albo i większej ich ilości całym zbiorom! – tu już można popaść w ciężką depresję - boć ani winka, ani zysków (za które można by kupić pokrzepiające winko!). Co prawda – skwaśniałe winko można by jeszcze sprzedać (aceto di vino – ocet winny – używany w kuchni) aleć to już nie te zyski, a i popić tego – w żaden sposób się nie da!!!!

Ciężka frustracja winiarzy była więc nader zrozumiała

Zaś Ludwik Pasteur był podówczas zafascynowany badaniem zjawiska asymetrii kryształów tworzących się w pewnych warunkach w fermentującym soku z winogron – był więc mężem opatrznościowym dla licznego grona Bardzo Sfrustrowanych Winiarzy.
Zjawisko które tak zafrapowało Pasteura dzieliło występujące kryształy kwasu gronowego na wyraźne dwie grupy, podobne do siebie ale będące swoim lustrzanym odbiciem. W tych kryształach kwasu gronowego wyróżniały się – jak już wspomniano – dwie odmiany: 1.Kwas D-winowy, 2.kwas L-winowy.
Dziś zwiemy je racemicznymi i oznaczamy skrótem (rac.), ale wówczas nie znano jeszcze tego pojęcia.
Kryształy tych związków były prawie identyczne - ale jeden z nich miał płaszczyzny ścięte ukośnie w prawo zaś druga odmiana była taka sama, ale płaszczyzny miała ścięte ukośnie w lewo. Pewnie tak dla ułatwienia…..
Takie zjawisko w krystalografii było wówczas już znane i nosiło nazwę hemiedrii.
Pasteur, obserwując owe kryształy poprzez potężny wynalazek swoich czasów – mikroskop, był nimi zafascynowany i przy okazji odkrył metodę ich rozdzielenia, ale także wysunął przy okazji bardzo uogólnioną i wybiegającą w przyszłość hipotezę iż tejże asymetrii krystalicznej kwasu gronowego, musi odpowiadać analogiczna asymetria w budowie strukturalnej cząsteczek chemicznych tego związku. Hipoteza ta w wiele lat później znalazła swe naukowe potwierdzenie.
Jednakże sugestie Pasteura były jeszcze dalej idące – nie dotyczyły już tym razem kryształów kwasu gronowego, ale uogólniały jego poglądy na zjawiska symetrii i asymetrii na świat całej znanej przyrody – a więc i na astronomię (asymetria galaktyk), ruch cząsteczek światła (prawo i lewo-skrętne fotony), magnetyzm ziemski, dodatnia i ujemna elektryczność…
Dziś do tego zestawu można by dodać – dualizm korpuskularno-falowy, zagadnienia materii i antymaterii, kręt (spin – czyli moment obrotowy elektronu), czy też wreszcie fascynująca fizyków epoki Wielkiego Zderzacza Hadronów w CERN pod Genewą teoria supersymetrii….

Nieźle jak na rok 1853!

Wróćmy jednak do Pasteura i jego Bardzo Mocno Sfrustrowanych Winiarzy.
Nic więc dziwnego że w takiej sytuacji Pasteur przyjął ofertę Winiarzy (nadal Bardzo Mocno Sfrustrowanych!) z ogromną przyjemnością, tym bardziej iż oferta zdawała się nieść ze sobą prócz moralnego także i bardziej namacalne materialnie perspektywy wsparcia.
A było nie było – gotowy grosz nigdy brzydko nie pachnie!
Nadto – rysowała się także bardzo namacalnie - perspektywa naturalnej premii zyskanej po sfinalizowaniu sprawy, a jakąż to premię Nieodmiennie Sfrustrowani Winiarze mogli mieć na myśli? No przecież nie stado prosiaków, czy korzec pszenicy!!!
Problem który spędzał naszym sfrustrowanym Winiarzom sen z powiek, nie wydawał się być problemem przerastającym możliwości Pasteura.
Zatem – z żywiołową energią zabrał się on do roboty.
Zagadnienie fermentacji nie było rzecz jasna novum w nauce – znana była ona ludom starożytnym – ludy azjatyckie od praczasów pędziły kumys z kobylego mleka, grecy gustowali bardziej w winie, takoż i narody bliskiego wschodu, od nich przejęli ten proceder Rzymianie, średniowieczni alchemicy także już wiedzieli jak wykorzystać efektywnie ów proces, któremu zresztą nazewnictwo nadali uczeni arabscy (al.- kohol znaczy dosłownie po arabsku „duch wina”).
Praktycznie – trudno było wtedy już znaleźć społeczność która by czegoś tam w jakiś tam sposób nie pędziła.
Zupełnie jak w dzisiejszych czasach!

Doświadczenia było więc w bród – można było je czerpać (nomen-omen!) pełną garścią.(by nie rzec – chochlą!)


Justus Liebig – wyrocznia ówczesnej biochemii – stał na stanowisku że procesy fermentacyjne regulowane są przez pewne substancje białkowe posiadające „katalityczną siłę” zmieniania cukru w alkohol i dwutlenek węgla., zaś Pasteur, obserwując pilnie owe procesy (eh, ta premia naturalna Winiarzy! Jak ona potrafiła wyostrzyć zmysły!) doszedł do przekonania, że fermentacja jest związana z procesami życiowymi drożdży i prowadząc uważne obserwacje ich (nie Winiarzy a drożdży!) pod mikroskopem stwierdził iż przyczyną kwaśnienia wina są mikroskopijne twory mycoderma aceti które tak podstępnie i wyraźnie ze złą wolą przerabiają smaczne winko na kwaśny ocet.
Reszta, dla naukowca kalibru Pasteura była już trywialna – wystarczyło podgrzać wino do temperatury 40-60oC aby zniszczyć w nim zarodki pasożytniczych mycoderma aceti, a w dodatku ta prosta i niekosztowna przecie operacja wcale nie pociągała za sobą utraty jakichkolwiek walorów – czy to smakowych czy to zapachowych, czy też wreszcie odnoszących się do klarowności….
Sukces był więc absolutny. Bardzo Sfrustrowani i Nieufni Winiarze, natychmiast wypróbowali ową metodę, po czym ze skutkiem natychmiastowym przestali być bardzo sfrustrowani i nieufni, a wręcz na odwrót – stali się NATYCHMIAST Najszczęśliwszymi Winiarzami Owego Czasu. Zbiory i ich reputacja były URATOWANE!!!!!
No bo przecie proszę sobie pomyśleć – cóż to by była za ujma gdyby tak Jejmość Królowi dostarczyć do Dworu … skwaśniałe wino!? Despekt i dyshonor na całe życie!
Winiarze więc wypłacili bez nijakiego szemrania to co mieli wypłacić, uhonorowali Pasteura wspomnianą „premią naturalna” (historia milczy o tym jakież to ilości winka wchodziły w grę) i rozjechali się iście w szampańskich humorach do swoich uratowanych winnic. (i piwnic), aby z „pilnością i wszelakim rozumem” wdrażać metodę odkrytą przez ich Dobroczyńcę i Ojca Troskliwego.

Pozostawmy ich zatem w…. hmmm … błogostanie i wracajmy dalej do badań Pasteura

Tenże zaś nie spoczął na laurach i w dalszym ciągu,( no, może po kilkudniowej … przerwie!) problematyką hodowli drożdży i fermentacji co doprowadziło go do słusznego przecie wniosku, że tak jak fermentacja, tak i inne procesy rozpadu - gnicia są wynikiem procesów życiowych bądź to drożdży, bądź innych mikroorganizmów czy bakterii.
W latach późniejszych Pasteur toczył zresztą na ów temat ze wspomnianym już Liebigiem
Wieloletni spór o istotę fermentacji. Pasteur zauważył bowiem iż drożdże mogą żyć i rozwijać się w środowisku zawierającym tylko cukier i składniki mineralne.
Ten eksperyment powtórzył Liebig – ale nie udało mu się powtórzyć wyników Pasteura – i stąd stał się jego zagorzałym antagonistą. Zdaniem Liebiga, aby drożdże mogły się rozwijać konieczna była w pożywce obecność organicznych substancji – np. kawałka mięsa, Pasteur zaś stał na stanowisku iż komórka drożdży czerpie składniki mineralne ze składników nieorganicznych środowiska w którym się znajduje. Spór toczył się przez wiele lat w międzyczasie powołano Pasteura na członka prestiżowej Akademii Nauk Ścisłych, następnie Pasteur stoczył homerycki bój z francuskim biologiem Feliksem Pouchet o samorództwo,
potem wybuchła wojna prusko-francuska, a spór z Liebigiem trwał, trwał…. aż Liebig umarł.
Szkoda że w 1873 śmierć Liebiga przerwała ów dyskurs dwu uczonych. Pasteur bowiem, pragnąc zakończyć spór na miarę naukową, przeprowadził eksperyment mocą którego miał wykazać przed Liebigiem słuszność swojej tezy Osią doświadczenia Pasteura było przeprowadzenie eksperymentu w taki sposób aby jego antagonista utracił swoje argumenty. Pasteur skonstruował specjalne naczynie laboratoryjne – kolbę z dwiema szyjkami z których jedna, krótsza zakończona była gumową rurką ze szklaną zatyczką, druga zaś dłuższa, wygięta była tak by doprowadzała tylko powietrze, zaś żadne – nawet bardzo drobne żyjątka nie mogły się dostać do środka kolby. Dodatkowo, znajdował się w owej esowato wygiętej rurce filtr uczyniony z azbestu

Do tak przygotowanej retorty Pasteur wlał następujące składniki: Wodę destylowaną ,
1 g kwaśnego winianu potasu, 0,5 kwaśnego winianu amonu, 1,5 siarczanu amonu, 1,5 popiołu z drożdży i 200g cukru. Roztwór powyższy został zagotowany i po ostudzeniu wprowadzono doń śladowe ilości drożdży, a rurkę przez którą wprowadzono drożdże zatkano szczelnym szklanym korkiem.. Po niespełna pięciu miesiącach pobrano próbkę roztworu i ... Pasteur znów triumfował.!!! W kolbie nie wyrosło nic prócz drożdży a pozostały w niej zaledwie 2 gramy cukru Uzyskane wyniki świadczyły więc iż rację w sporze miał Pasteur, jednakże historia lubi płatać figle, nawet swym beniaminkom. Wiele lat później okazało się iż rację miał również i Liebig – do przeprowadzenia fermentacji nie jest potrzebna żywa komórka; wystarczy tylko obecność samego enzymu katalizującego proces rozpadu cukru na alkohol i CO2.
Zaś w sprawie hodowli komórek drożdży w roztworze cukru …to obaj uczeni mieli słuszność! Udowodnił to w 30 lat później badacz z Belgii (1901 rok) Wildiers stwierdzając iż drożdże mogą się rozwijać na pożywce zastosowanej przez Pasteura, zaś to, iż Liebigowi się nie udało powtórzyć jego doświadczenia świadczyło tylko o tym iż Liebig wprowadził zbyt mało komórek i dlatego jego eksperyment się nie udał.
Wildiers wykazał iż do rozwoju komórek drożdży konieczne jest prócz substancji mineralnych pożywki, pewne minimum substancji organicznych (kawałek mięsa Liebiga) które zdaniem Wildiersa były tu czynnikiem wzrostowym. Zapamiętajmy to określenie gdyż będzie ono niedługo przydatne.
Ów czynnik towarzyszący komórkom drożdży był konieczny zdaniem Wildiersa i wprowadzano go podczas zaszczepiania pożywki i jeśli wprowadzimy go zbyt mało to hodowla drożdży się nie rozwinie (i z wina nici) – tak ja to miało miejsce w eksperymencie Liebiga. Tenże czynnik wzrostu został nazwany przez Wildiersa Biosem – od greckiego słowa bios – życie.
Po następnych dwudziestu latach wyjaśnieniu uległ następny fragment zagadek rządzących fermentacją., gdyż wyjaśniono że nie wszystkie odmiany drożdży wymagają obecności w pożywce czynnika wzrostu – biosu, bowiem niektóre z odmian drożdży (dzikie) przeprowadzają jego biosyntezę samoistnie , które to zjawisko było doskonale znane Zacnym i Zadowolonym Winiarzom gdyż powyższe dotyczyło zwłaszcza szlachetnych odmian winorośli na których pasożytujący mikroorganizm, spełniał zarówno funkcję drożdży jak i czynnika wzrostu.

Tylko zatem rasy hodowlane drożdży wymagały dostarczania biosu wraz z pożywką

Wyjaśniło się także iż bios nie jest substancją jednorodną lecz jest mieszaniną kilku związków organicznych – roztwór biosu potraktowany octanem ołowiu rozdzielał się na dwie wyraźne frakcje – rozpuszczalną i nierozpuszczalną. W związku z tym jednej rozpuszczalnej nadano nazwę „bios II ” zaś nierozpuszczalna została określona mianem „bios I ”.
Tenże „bios I ” został w 1928 roku rozpoznany jako 6-hydroksycykloheksan, zwany też mio-inozytolem lub i-inozytolem (Eastcott)
Jednak o wiele więcej przysporzył badaczom drugi bios - „bios II” gdyż także nie okazał się być strukturą jednorodną – dawał się rozdzielać na następne dwie frakcje – i jedna z nich – finezyjnie nazwana bios II B dawała osad na węglu aktywowanym Miller i Lash – Kanada), zaś druga – rozpuszczalna – pozostająca w roztworze uzyskała nazwę bios II A.
Największe zasługi w ostatecznym wyizolowaniu, oczyszczeniu i zbadaniu biosu II B położył Kögl z Utrechtu i nazwał go biotyną – o niej szersza monografia zawarta zostanie w części dotyczącej wit. H (która należy jednak dla ułatwienia – oczywiście - do grupy witamin B). Frakcja bios II A została przezeń przemianowana na bios III.
W tym miejscu uprasza się Szanownego Czytelnika by okazał jeszcze odrobinę cierpliwości i nie masakrował swojego komputera jako substytutu autora. Niestety autor nie mnoży sobie tych biosów z urojonej potrzeby utrudniania zrozumienia tego tekstu, tak rzeczy się miały bowiem w istocie , zaś owe „biosowe” dywagacje są niezbędne z punktu widzenia właściwego zrozumienia zagadnień późniejszych.
Czytelnik uproszony o cierpliwość może przejść do dalszej pasjonującej lektury, czytelnik wkurzony proszony jest chwilowe zaprzestanie lektury i wykonanie kilku głębokich wdechów i wydechów, po czym – już jako Czytelnik uproszony może (o ile jest w stanie) powrócić do lektury dalszej.
A zatem – dalsze losy biosu III (dawnego czynnika bios II A wykazały iż także nie zalicza się on do związków chemicznych a jest mieszaniną., w której to mieszaninie najbardziej charakterystycznym wydawał się być wrażliwy na środowisko alkaliczne i temperaturę substrat który okazał się niezbędny do rozwoju drożdży a i nie tylko drożdży.

Badaniem tej substancji zajął się amerykański uczony R.J Williams i nazwał go …. bios….
Nie to już mój osobisty żart. Ta substancja o której już można było powiedzieć iż jest jednorodna została przez Williama nazwana kwasem pantotenowym który w późniejszej nomenklaturze biochemicznej otrzymał sprawiedliwie godność i nazwę witaminy B5..
Okazało się iż związek ten – podejrzewany przez Williama o kwasowy charakter (wrażliwość na zasady) jest bardzo rozpowszechniony w przyrodzie i to zadecydowało o nadaniu mu tejże nazwy – panta po grecku znaczy bowiem wszechobecny. Jednakże do dziś-stare jego nazwy – Bios II , czynnik przesączalny – utrzymały się w nomenklaturze siłą tradycji.
Znakomita rozpuszczalność w wodzie, alkoholu, i innych organicznych rozpuszczalnikach, niewątpliwie ułatwiły Williamowi wyizolowanie tego związku chemicznego w drodze ekstrakcji wątroby zwierzęcej etanolem, i odsączenie produktu na węglu aktywowanym z którego został następnie wypłukany roztworem amoniakalnym. Williams aby uzyskać w 1939 roku 3 g czystej soli wapniowej kwasu pantotenowego musiał zużyć 250 kg wątroby cielęcej!. Ustalono wzór sumaryczny otrzymanego w ten sposób związku na
(C9H16O5 N)2.Ca, zaś potem podano wzór sumaryczny już czystego kwasu pantotenowego
- C9H17NO5.. Bardziej szczegółowe badania wykazały iż kwas pantotenowy jest produktem kondensacji dwu związków –
1)aminokwasu β –alaniny(pochodnej kwasu propionowego
oraz
2)pochodnej kwasu masłowego – kwasu α,γ –dwuhydroksy-β,β’-dwumetylomasłowego
Powyższe oczywiście jest przeznaczone dla Czytelników Wnikliwych i Uważnych.

W roku 1940 T. Reichstein (Szwajcaria) i niemiecki noblista z dziedziny chemii R.Kuhn uzyskali syntetyczny kwas pantotenowy, następnie zaś ustalono jednośc czynnika przesączalnego z pantotenianem. Okazało się iż kwas pantotenowy jest niezbędny do rozwoju drobnoustrojów (drożdży) ale jest równie niezbędny w pożywieniu zwierząt wyższych – np. jego brak u szczurów powoduje zaburzenia w pigmentacji owłosienia – mówiąc inaczej okazało się iż szczury pozbawione kwasu pantotenowego – siwieją.
Nikt się specjalnie siwieniem szczurów by nie przejął gdyby okazji nie zwietrzył przemyysł kosmetyczny i … rozpoczęła się wielka ale i zupełnie nieudana kariera kwasu pantotenowego jako czynnika przeciwko siwiźnie. A jeżeli przeciwko siwiźnie to i pewno przeciwko łysieniu.! W całym światku mocno łysiejących i szpakowatych panów i pań zapanowało niezdrowe podniecenie i trend do szalonych eksperymentów – jednak zarówno szpakowaci jak też i łysi - ku swemu niekłamanemu żalowi musieli się obejść smakiem – okazało się iż kwas pantotenowy wśród populacji ludzkiej9zwłaszcza tej łysawej i szpakowatej) nie wywołuje skutków przez nią oczekiwanych i bujne loki, jak i smolistą czerń włosów należało jednak odłożyć ad acta.

Obecnie wiadomo iż kwas pantotenowy także (jak to już intuicyjnie przeczuwał Pasteur!) ma swoją racemiczność – także ma swoje odmiany z tymże prawo i lewo-skrętne. Prawoskrętna odmiana wchodzi w skład koenzymu A (CoA).
Kwas pantotenowy należy do najmniej trwałych witamin z grupy B; jest niezbędny do produkcji w/w koenzymu A (którego synteza jest uzależniona od podaży kwasu pantotenowego w diecie) i białka nośnikowego rodnika arylowego ACP
(acyl carrier protein) – które to enzymy zmieniają węglowodany i tłuszcze w energię.
Kwas pantotenowy bierze udział w syntezie hormonów sterydowych, uczestniczy w syntezie hemu do hemoglobiny i cytochromów, bierze także udział w wytwarzaniu przeciwciał a także w regeneracji komórek skóry i błon śluzowych. Kwas pantotenowy jako składnik koenzymu A wpływa na przemiany tłuszczowo-białkowe obniżając znacznie poziom cholesterolu.

Enzymy (w/w) służą do produkcji erytrocytów jak i wit. D

Wit B5 jest tą witaminą której niedoboru – o ile się odżywiamy prawidłowo – praktycznie nigdy nie doświadczymy, gdyż znajduje się niemal w każdym produkcie spożywczym i stąd nie obserwujemy jej niedoboru w warunkach naturalnych.
W związku z powyższym jest pierwszym (ale nie ostatnim) suplementem dla którego nie ustalono referencyjnych norm spożycia DRI – bo skoro niedobór nie występuje – to po co ustalać DRI?
Sztucznie wywołane niedobory wit. B5 powodują:
  • zespół piekących stóp,
  • bóle głowy i brzucha,
  • nudności i wymioty,
  • zmniejszenie odporności,
  • początkowe pobudzenie psychiczne przechodzące później w depresję (senność, zmęczenie, apatia)
  • parestezje, stany zapalne oskrzeli, obniżenie ciśnienia krwi, częstoskurcz.

Kwas pantotenowy znalazł zastosowanie w leczeniu stanów zapalnych błon śluzowych, w zapaleniu nerwów obwodowych, oraz w atonii jelit.

Jedyną grupą ryzyka narażoną na niedobór kwasu pantotenowego są długoletni alkoholicy.
Duże ilości kwasu pantotenowego zawierają drożdże, wątroba wieprzowa, wątroba cielęca, jaja, niełuskane ziarno pszenicy, płatki owsiane, pełnoziarnisty chleb, mięso wieprzowe, wołowina, mleko, ziemniaki, szpinak, marchew, kapusta.

Suplementy

Kwas pantotenowy jest zarazem i najmniej poznaną witamina grupy B, ale wiadomo iż najlepiej się sprawuje w towarzystwie swoich licznych kuzynów – tiaminy, ryboflawiny, niacyny, pirydoksyny i biotyny.
Znany jest także pod mianem witaminy antystresowej - - jako że gdy znajdujemy się w sytuacji stresogennej, to wtedy organizm wytwarza więcej hormonów (np. adrenaliny) zaś do tego jest niezbędny właśnie nasz „pan wszechobecny” – kwas pantotenowy. Jeśli stres jest permanentny niekiedy lekarze mogą zalecić dodatkową suplementację wit. B5 - która na pewno nie zaszkodzi.
Kwestią dyskusyjną jest to, czy pomoże.
Suplementy wit. B5 z reguły zawierają pantotenian wapnia u osób przyjmujących doświadczalnie gigadawki (10-20 g = 10.000 – 20.000 mg) może wystąpić biegunka, ale innych skutków nie zaobserwowano.
Suplementy te jednak są drogie i nie ma praktycznego uzasadnienia aby je przyjmować – no chyba że komuś bardzo zależy na biegunce, ale jeśli o to idzie to są znacznie tańsze i bardziej skuteczne sposoby.
Inną postacią wit. B5 jest panthoderm – znajduje się on w kremach i logionach do skóry, skutecznie łagodzi on wszelkie podrażnienia zadrapania, skaleczenia i drobne oparzenia.
Innym suplementem jest panteina, której organizm nie zmienia w enzymy i dlatego może być ona wykorzystywana do celów szczególnych jak n. obniżenie wysokiego poziomu cholesterolu.
Badania nad wpływem panteiny na stężenie cholesterolu są obecnie w fazie wstępnej jednakże wydaje się iż panteina istotnie obniża wysokie stężenie cholesterolu i trójglicerydów – wyniki są tu co najmniej obiecujące.

UWAGA – pacjenci z chorobą Parkinsona i leczący się Lewodopą nie mogą przyjmować suplementów kwasu pantotenowego gdyż wchodzą one w interakcję z lekiem.

Osoby trenujące sportu wyczynowe (kulturyści, biegacze długodystansowi lekkoatleci) stwierdzają iż Wit B5 pomaga im zintensyfikować treningi i poprawić wydolność organizmu.

MITY O wit. B5 .
  • wzmocnienie odporności – może mieć takie znaczenie, ale dotyczy to tylko panteony,
  • hamuje łysienie i siwienie – faktycznie, ale u szczurów,
  • pomaga w RZS (Reumatoidalnym Zapaleniu Stawów) – dowody na to są nikłe,
  • leczy alergie – dowodów brak,
  • spowalnia starzenie się organizmu – faktycznie prowadzono kiedyś w tym kierunku badania, ale na myszach. Jeśli komuś chodzi o to by mieć wiecznie mlode myszy w domu można spróbować.

Komentarze